|
|
2010-02-09
ten jedyny???
|
Długo tak o nim myślałam... Bo uwielbiałam na niego patrzeć, bo mogłam wybaczyć mu wiele, bo te jego oczy... minęło pół roku, a ja nadal się uśmiecham, gdy o nim myślę.
Mimo wszystkiego co mi zrobił. Wyjechał... tak po prostu. A ja zostałam z milionem pytań: dlaczego ja, czy mu czegoś brakowało, czy nie był ze mną szczęśliwy, czy chodziło tylko o to, że nie byłam Nią, że nie byłam Natalią... a może mnie nie da się kochać...
Zostałam z tym sama, bo przed innymi musiałam udawać, że nie boli. Musiałam, chyba po prostu chciałam. Dlaczego? żeby nie mogli powiedzieć 'ma czego chciała, wiedziała w co się pakuje, to przecież Siwy, to nie pierwszy raz...' Silna na pozór? Muszę być? ale dlaczego, żeby nikt nie widział, że ja tez mogę płakać, tak z całych sił, kochać do utraty tchu i tak beznadziejnie wierzyć? Nawet przed przyjaciółkami udawałam? a mam je w ogóle? (ale to temat na inny dzień) Jak płakałam widziała tylko mama, ale to dlatego, że nie było innego wyjścia... Pękłam, napisał, że "to już nie to samo co na początku". Przeczuwałam to, ale nei chciałam, żeby do mnei doszło... był mój, mówił, żę jestem tylko ja, poznałam jego rodzinę... Ranił mnie czasami, ale chciałam być z nim i wybaczałam, bo kochałam? Nie wiem chyba co tak naprawde znaczy to sławo... Do Niego czułam na zmianę, momentami cholerną radość, bo był mój, bo trzymał nei w ramionach, całował i akceptował (choć ja tak bardzo jestem zamknięta, nie czująca się atrakcyjną, On to zmieniał)... ale jego już nie ma... a ja? a ja chyba już sobie z tym radzę, została zazdrość, ale ona jest już inna... bo ja jestem inna.
|
|
Komentarzy:
0
|
|
2010-02-09
... bo "jakoś" trzeba zacząć
|
Właśnie... "jakoś" tzn. jak? ...
Codzinnie Inna- może banalne, ale do takiego wniosku dochodze coraz częściej. Zniemiam się... Zmienia się to, co o niektórych myślę, to co bym zrobiła w danej sytuacji, dorastam...
Chciałam napisać bloga, by móc powiedzieć, co myśle, tak całkiem szczerze, bez ogródek...
|
|
Komentarzy:
0
|